poniedziałek, 20 lipca 2015

Nóż- moje zdanie o ostrej krawędzi.


Czym dla mnie jest nóż?
Nie mam zamiaru w tym poście pisać o właściwościach, modelach i przeznaczeniu różnego rodzaju "kling", ale o samej filozofii noszenia ich ze sobą, moim spojrzeniu na temat ich posiadania i o stereotypach ludzi "nieunożowionych" wobec ludzi którzy je noszą i ich używają.


Zacznę od tego że dla mnie nóż to narzędzie. -Nigdy nie traktowałem i nie zamierzam traktować noża jako broń.
 Pierwszym problemem społeczeństwa jest negatywny sposób myślenia o ludziach posiadających nóż. Według większości, osoba mająca ze sobą ostrze w miejscach publicznych jest od razu bandytą i mordercą. Błąd. Jakże było wielkie zdziwienie, pewnej myślący w ten sposób, znajomej kiedy uratowałem ją, może nie dosłownie jej życie, ale dzięki mojemu Vickowi zachowała twarz i oszczędziłem jej nie potrzebnego wstydu i być może upokorzenia.

Nóż do lasu i do lansu.

Kolejnym problemem ludzi jest sposób oceniania człowieka po wielkości jego ostrza. Ludzie którzy noży używają, nie tylko w kuchni, wiedzą że nie rozmiar ma znaczenie, a wiele innych czynników. Przede wszystkim wpływ ma jego przeznaczenie. Nie ma świętego Grala noży, nie istnieje coś takiego jak nóż uniwersalny. Nie wyobrażam sobie batonowania drzewa małym ostrzem Victorinoxa (jest to możliwe , ale szkoda noża) i na odwrót, nigdy nie będę używał dużego ostrza do precyzyjnych prac.
 Wszystko też trzeba robić z umiarem. Debilizmem jest brać do miasta nóż o stałym ostrzu i wielkości klingi przekraczającej 7cm. Po co zwracać nie potrzebną uwagę przechodniów. Moim skromnym zdaniem, optymalnym nożem do miasta jest folder, neck knife albo po prostu scyzoryk lub multitool. Sam w swoim Edc mam dwa : małe ostrze Vicka do prac precyzyjnych i większe do prac cięższych.

Na koniec dodam :
Nóż to nie zabawka można skaleczyć siebie i innych.

I nieśmiertelne motto ludzi "unożowionych"

Nóż to narzędzie, noszę  go wszędzie.


Pozdrawiam Skrzat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz